Pura Besakih - "Świątynia Matka"

To miejsce odcisnęło na nas znaczący ślad.

Dziś jest dzień, w którym pojedziemy do Świątyni Matki. Jeszcze nic nie wiem….jestem otwarta na wszystko. Jeszcze niczego nie przypuszczam, ani nie przeczuwam. A ta podróż, jak się później okaże, będzie jednym z najpiękniejszych doświadczeń mojego życia.

Świątynia Matka, matka wszystkich świątyń, które znajdują się na Bali. Tysiące schodów do niej prowadzą, ogromny zespół świątynnych kompleksów i sanktuariów połączonych ze sobą, tysiące ludzi ubranych na biało idzie prosić o błogosławieństwo swe bóstwa. Każdy Balijczyk kroczy tam z czystym sercem, czego symbolem jest biały ubiór.
Niesie kosze z jedzeniem aby pobłogosławić swoje życie. Idziemy i my. Idziemy, idziemy mijamy różne małe kompleksy świątynne, składające się na jej całość i dalej w górę do nieba……
A tam czeka na nas opiekun świątyni, który za chwile zmówi za nas modlitwę. Okazuję się, że możemy z nim medytować - odbieramy to jako zaszczyt….
Siadamy na ziemi twarzą w stronę ołtarza, ktoś przynosi nam kadzidła, stawia je przed nami.
Za chwile donosi malutkie koszyczki, w których znajduje się odrobina ryżu i innych nieokreślonych składników. Trochę onieśmielona obcymi obrzędami, wsłuchuję się w modlitwę mnicha…...lecą mi łzy - nawet nie wiem dlaczego? Lecą, zalewając mi twarz. Moje serce otwiera się i wnika w moją głowę myśl: każdy człowiek dąży do tego aby dobrze żyć, ale pogubił swoje ścieżki przez cierpienie, które przyjął do serca. Nikt nie jest zły to cierpienie, które w sobie nosi powoduje, że robi złe rzeczy.
Tyle cierpienia poczułam w tym momencie i na dobre rozpłakałam się. Spojrzałam wokół na ludzi już innym wzrokiem i nie mogłam na nich się gniewać, potępiać ani osądzać.
Nie mogłam…..przecież wiedziałam, że cierpią. Mogłam jedynie im współczuć….
Schodziliśmy do autokaru w milczeniu. Czegoś takiego nigdy nie poczułam, nie przeżyłam takiego olśnienia i zrozumienia.
Byłam szczęśliwym i dopełnionym człowiekiem. Wiele zmieniła ta chwila w moim życiu. Już nic nie jest takie samo- pomyślałam patrząc na ludzi wchodzących do góry, aby prosić swojego Boga o dobry los. Wystrojeni, odświętni, piękni.
Gede, nasz przewodnik opowiedział nam, że Świątynia Matka oczyszcza ludzkie serca z cierpienia i w tym momencie wszystko stało się jasne, dlaczego leciały mi łzy i skąd wzięła się ta piękna, rozczulająca myśl w głowie. Pomyślałam jeszcze - usłyszałam tam na górze prawie pod samym niebem głos Miłosierdzia….
Wiele o nim słyszałam ale okazało się, że było to puste, nic nie znaczące dopóki nie doświadczyłam….
Dziękuję wszechświatowi, że tak pięknie i mądrze prowadzi mnie w różne miejsca świata, abym doświadczała tego czego nie rozumiałam lub czego nie miałam a mogłam właśnie dzięki nim odzyskać.